Vice City Express – Pilatus PC-24

Rzadko miewam okazję opisania nowego samolotu, a tu okazja jest przednia – mogę wreszcie posłużyć radą przy zakupie!

Powiedzmy więc, że jesteście kolektywnie, drodzy czytelnicy, prężnym przedsiębiorcą środkowoamerykańskim. Macie specyficzne wymagania przewozowe. Interesy idą Wam dobrze, bardzo dobrze – czasami wręcz mówią o Was „baron”, choć nazywacie się Lopez. Miliony dolarów przepływają miesięcznie przez Wasze ręce. Owoce Waszej pracy docierają do potrzebujących w USA przez sieć pośredników na Karaibach i płyną szerokim strumieniem przez kanały przerzutowe, ale droga morska bywa niewdzięczna. Czasami tracicie całe łodzie pełne ładunku. Barbarzyńcy czyhają na każde Wasze potknięcie, budują płoty, węszą. Jak żyć?

To plakat wiszący w dziale marketingu Pilatusa, tak by sprzedający nie stracili obrazu klienta, w którego celują.

Jest w Europie pewien neutralny kraj, w którym inżynierowie myślą inaczej niż gdzie indziej. Rozumieją trudy Waszej branży. Wiedzą, że w Ameryce Środkowej pasy bywają nieutwardzone i krótkie, a temperatury wysokie. Wiedzą, że samolot musi być solidny, palić na widok kluczyka i być w stanie wystartować zewsząd. Pracują dla firmy Pilatus.

Pilatus ma na koncie mnóstwo śmigłowych i turbośmigłowych samolotów (i jeden szybowiec), które oferują fenomenalne właściwości lotne. Ich bestseller, jednosilnikowy, turbośmigłowy PC-12, został doceniony przez wielu klientów i wyprodukowany w ponad 1500 egzemplarzach. Dla klientów, którzy potrzebują czegoś więcej, Pilatus przygotował dwusilnikowy, odrzutowy samolot dyspozycyjny, który od podstaw zaplanowano do lotów z nieutwardzonych pasów. Nazwano go PC-24.

Producent przedstawia swój sprzęt jako idealny dla potrzeb przeciętnego środkowoamerykańskiego przedsiębiorcy. Wystarczy mu niecały kilometr nieutwardzonego pasa startowego by bezpiecznie wykonywać operacje lotnicze – 725 metrów do lądowania, 900 metrów rozbiegu przy starcie. Producent zabezpieczył spód maszyny, by dobrze znosił trudy użytkowania na trawiastych i żwirowych lądowiskach, a także wyposażył ją w łatwo wymienialne panele, w razie gdyby podczas operacji startu czy lądowania coś jednak poszło nie tak.

Bagażnik jest hermetyzowany i dostępny także ze środka samolotu, gdybyście chcieli w trasie doglądnąć, czy z towarem wszystko w porządku. Zadbano też o zabudowanie dużych wrót frachtowych z tyłu samolotu – przejdzie przez nie paleta.

Robi się gorąco i chcecie (lub musicie) wziąć sprawy w swoje ręce? Nie ma problemu! PC-24 możecie pilotować w pojedynkę. Wystarczy jeden pilot i nieco brawury by przewieźć towar na 2200 kilometrów. Przestronna kabina zmieści 8 osób, więc jeśli zajdzie potrzeba, swobodnie można zabrać ze sobą żonę, bogate dzieci Instagrama, a nawet nieliczną ochronę.

Tak więc, gdy następnym razem typowy środkowoamerykański przedsiębiorca będzie zastanawiał się nad wyborem samolotu dla siebie, nie musi długo wertować branżowych pism. Pilatus wyszedł naprzeciw jego oczekiwaniom.

(Wpis nie był sponsorowany przez firmę Pilatus, ani przez żadne środkowoamerykańskie przedsiębiorstwo handlowe)

Tagi:
Kategorie: