Bez dziwnych pomysłów życie nie miałoby kolorów: Airwing – samoloto-sterowiec z lat czterdziestych

Jak pokazuje tytułowe zdjęcie, hybrydowy statek powietrzny to nie taka nowość, mimo, że ostatnie pomysły Airlandera i Lockheeda (oba walczące o tytuł „Latającego Tyłka XXI Wieku”) mogłyby sugerować inaczej.

Dziś na tapecie ląduje Airwing – projekt hybrydowego sterowca z 1943 roku. Zakładano dwie wersje: transportową (o pojemności 63 ton lub 300 żołnierzy), oraz lotniskowiec dla US Navy (dla 12 samolotów pokładowych). Latające lotniskowce już wtedy nie były nowością, Navy zdążyła do tego czasu wdrożyć (i stracić) ZRS-4 Akron i ZRS-5 Macon, które nosiły po 5 myśliwców Curtis Sparrowhawk w hangarze pod balonetami.

Rzeczony Sparrowhawk w rzeczonym hangarze

Projektanci Airwinga poszli nieco inną drogą. Zaprojektowali szeroki sterowiec, który nie mógłby unosić się nad ziemią samą siłą wyporu – do startu potrzebowałby też konwencjonalnej siły nośnej, stąd kształt skrzydła i nazwa.

Minimalna prędkość została ustalona na 30 mil na godzinę (ok 45km/h), maksymalna na 240 (385) – daleko szybciej od jakiegokolwiek dotychczasowego i późniejszego sterowca. Dodatkowym novum była obecność tunelu pośrodku statku powietrznego, którym silniki zasysałyby powietrze i wydalały za maszynę. Na pewno miałoby to zbawienny wpływ na ograniczenie oporów (sterowce US Navy chowały silniki wewnątrz „kadłuba” już w ZRS-4 i 5, wystawiając za burtę jedynie śmigła, a Niemcy i Brytyjczycy upierali się przy silnikach podwieszonych na zewnątrz, dla ograniczenia hałasu, wibracji i ryzyka pożaru). Lotniskowiec mógłby pochwalić się dodatkowo wypuszczanym spod brzucha pokładem startów i lądowań o wymiarach 50 na 60 metrów, a przy planowanej prędkości postępowej Airwinga samoloty pokładowe wymagałyby znikomego, o ile jakiegokolwiek, rozbiegu i dobiegu.

Dobrze, że chociaż zostały nam latające tyłki…

Tagi:
Kategorie: