Samolot prawdziwego faceta: Wainfan FMX-4 Facetmobile

„Facet” znaczy z angielska tyle, co ścianka, czy płaszczyzna – to niestety nie nasz swojski facet. Choć nie miał to być samolot typu stealth, inspiracja Lockheedem F-117 jest nad wyraz widoczna.

Ten cokolwiek osobliwy samolot powstał, by przetestować układ bryły wyporowej dla potrzeb lotnictwa turystycznego. Projekt Barnaby Wainfana, Ricka Deana i Lynne Wainfan rodził się przez dwa i pół roku przy wykorzystaniu modeli zdalnie sterowanych i tunelu aerodynamicznego. Pierwszy lot odbył się 22 kwietnia 1993 roku.

Fajny – zgrabny, nie za duży, lekki, a lata i nie pada na głowę jak w części wiatrakowców. Mógłbym takim hasać do roboty.

Na bryłę Facetmobile składa się 11 płaszczyzn, a także dwie płyty brzegowe wraz ze sterami kierunku. W przeciwieństwie do F-117, który wymaga fly-by-wire by w ogóle utrzymać się w powietrzu, sterowanie FMX-4 odbywa się przy wykorzystaniu klasycznych sterów podpiętych linkami do wolantu, a mimo to samolot był przewidywalny i stateczny. Prędkości minimalnej ponoć nie dało się zmierzyć, gdyż rurka Pitota przestała podawać dane do prędkościomierza przy dużym kącie natarcia i prędkości wynoszącej raptem 33 węzły (około 60 km/h), jeszcze na długo przed przeciągnięciem płatowca. Facetmobile nie wymagał też mocnego silnika, by wznieść w powietrze swe 336 kilogramów maksymalnej masy startowej (sam płatowiec ważył tyle, co nic – 168 kilogramów). Do maksymalnej prędkości wynoszącej 96 węzłów (180 km/h) napędzał go 50-konny Rotax 503 DC, który niestety zawiódł 10 października 1995 roku, co zakończyło się dla Facetmobile lądowaniem na płocie z drutu kolczastego i poważnymi uszkodzeniami poszycia i silnika. Samolot poddano naprawom, ale nigdy już nie wrócił do lotu.

Jeśli jednak chcecie mieć swojego Facetmobile, pewna firma w USA sprzedawała latający model za niecałe $40.

Tagi:
Kategorie: