Coś dziwna ta Constellation: Douglas DC-4E

Trendsetterzy miewają pod górkę. Dziś przeczytacie o modelu, który nieco zaginął w bogatym portfolio Douglasa, nawet bardziej niż DC-5. Stało się tak głównie przez recykling jego nazwy i swoiste wydziedziczenie przez matecznik. Może to przez pomoc Japończykom w prowadzeniu wojny przeciw USA?

Słynny i długowieczny DC-3 jeszcze nie wzbił się w powietrze, gdy w 1935 roku w bramach zakładów Douglasa pojawili się przedstawiciele United Air Lines (świeżo przeobrażonego z Boeing Aircraft & Transport Co. po regulacji rynku z 1934 roku zabraniającej producentom lotniczym posiadania własnych linii) z wstępnym zamówieniem na zaawansowany, czterosilnikowy samolot pasażerski. Inne linie, jak American, Eastern, Pan American i Transcontinental & Western również dołączyły do United. Inżynierowie Douglasa przysiedli więc do desek kreślarskich i wkrótce wydali na świat 42-miejscowy samolot. Nazwali go DC-4 Sky Sovereign, Podniebny Suweren. Na burcie namalowano nieco mniej dumne, ale schludniejsze marketingowo Super Mainliner. Litera „E” w nazwie jest od „experimental”  i przypięto ją do tego projektu później, po oblocie DC-4 spokrewnionego z C-54 Skymasterem.

Projekt DC-4E był szczytem techniki lat trzydziestych, a z wyglądu przypominał późniejszego Lockheeda L-049 Constellation pożenionego z kadłubem produkcji Douglasa. Był pierwszym samolotem tej wielkości o trójkołowym podwoziu. Zastosowano w nim hydrauliczne wspomaganie sterów, system elektryczny na prąd zmienny, planowano też wyposażyć seryjne maszyny w hermetyzację. Statecznik pionowy i ster kierunku był potrojony, w układzie podobnym do używanego w Constellation właśnie, lub w Boeingu 314. W przeciwieństwie do tego ostatniego nie zrobiono tego z powodu problemów ze statecznością poprzeczną. DC-4E mógł dzięki temu utrzymać kierunek i sterowność w razie awarii dwóch silników po jednej stronie.

Z 9-cylindrowego silnika Pratt & Whitney R-1690 specjalnie dla DC-4E stworzono czternastocylindrowy, dwurzędowy R-2180 o mocy 1450 KM. Cztery takie motory rozpędzały samolot do prędkości przelotowej 320 km/h, a paliwa wystarczało na 3500 kilometrów zasięgu. Płat przypominał nieco powiększone powierzchnie nośne DC-3, ze skośną krawędzią natarcia i prostą krawędzią spływu skrzydła. Dostępna była wersja nocna z 20 kuszetkami. DC-4E został oblatany w czerwcu 1938 roku.

Dobrze, mamy więc nowoczesny samolot zbudowany zgodnie ze specyfikacją dużej linii i cieszący się zainteresowaniem kilku innych. Co więc się stało, że wyprodukowano tylko jedną sztukę?

Skomplikowanie systemów odstraszyło linie. Jedna po drugiej zaczęły odwracać się od projektu Douglasa przez przewidywane koszty utrzymania i przychylniej spoglądać w stronę Boeinga 307, cywilnego kuzyna bombowca B-17. Paradoksalnie 307 okazał się jednym z droższych i bardziej skomplikowanych samolotów tych czasów, powstało ich raptem 10 sztuk.

Poza tym, osiągi były nieco poniżej oczekiwań, zwłaszcza zasięg i prędkość przelotowa, szczególnie gdy zwiększono ilość miejsc do 52 przez wydłużenie samolotu o jedną ramkę okienną przed skrzydłem. Ostatecznie pomysł produkcji zarzucono na korzyść mniejszego, mniej skomplikowanego modelu, który ostatecznie trafił do produkcji jako DC-4.

Prostszy, ciut mniejszy, tańszy w obsłudze. Takiego DC-4 zapamiętał świat.

DC-4E został sprzedany w 1939 roku do Japonii. Imperialne Japońskie Linie Lotnicze skupowały wtedy samoloty amerykańskiej produkcji do prób na swoich trasach. Rzekomo samolot ten miał być używany do transportu VIPów. Do Japonii dotarł w częściach, drogą morską, wraz z modelem wykorzystywanym w tunelu aerodynamicznym. Ciekawostka: na modelu wciąż widać miejsce, gdzie kadłub został przedłużony dla zwiększenia pojemności.

Wciąż nosi ślady malowania sprzed lat.

Wkrótce po dostarczeniu maszyny prasa podała, że samolot rozbił się w Zatoce Tokijskiej. Prawda była taka, że samolot trafił w ręce japońskich inżynierów. Został rozłożony na części, a jego sekrety przyczyniły się do powstania bombowca G5N. Całe mocowanie silników i obrys skrzydła został skopiowany i choć ten typ został wyprodukowany w zaledwie ośmiu sztukach, pozwolił Imperialnej Japonii nieco dogonić Zachód w budowie dalekodystansowych bombowców.

Nakajima G5N, biorca organów.

Drewniany model DC-4E przetrwał Drugą Wojnę Światową mimo bombardowania Tokio i został odnaleziony przez technika Douglasa w 1954 roku, gdy przeszkalał on japońskie załogi do lotów DC-7. Model ten został przewieziony do zakładów w Santa Monica, gdzie zdeponowano go w muzeum Douglasa.

Tagi:
Kategorie: